RSS
niedziela, 20 września 2009
today tomorrow toyota
zajebiście samotny weekend. kolokwializm, ale tylko on oddaje skalę. nie mam co zrobić z wolnym czasem i pustą przestrzenią wokół siebie. zaczęłam oglądać kilka filmów, wszystkie porzuciłam w połowie, mnie więcej tam, gdzie zaczęły zmierzać do happy endu. moje życie osobiste nie zmierza do happy endu, nie mam pomysłu co z tym zrobić :(( załamana jestem i prawdę mówiąc poddałam się już. widocznie nie wszystko musi mi się układać i widocznie nie jest mi pisany szczęśliwy związek ani jakikolwiek. mimo prób wdrażania filozofii stoickiej nie jestem szczęśliwa sama z sobą. jestem obrzydliwie nieszczęśliwa. dobranoc
wtorek, 08 września 2009
cukier w kotkach!! koty potrzebują wsparcia!!
hej ludzie jeśli możecie wspomóżcie finansowo koteczki wystarczy wejść na: http://koty.sos.pl/str.php?dz=7 i skorzystać z możliwości pomocy on-line (dotpay, o lewej stronie strony :)) z dopiskiem: koty puss (która aktualnie potrzebuje wsparcia bardzo mocno) ziarnko do ziarnka, zbierze się miarka :)
poniedziałek, 10 sierpnia 2009
wydumane teorie
w najnowszym cosmo, które czytam prawie tak długo jak politykę, kolejna łaskawe garść porad dla singielek. z kolejną wydumaną teorią re stresu przed/w trakcie/po randkowego. a ja właśnie skreśliłam się z listy do wzięcia na zawsze. tak zupełnie serio - nie widzę się w związku, dopóki mi serce nie odrośnie, a nie znam żadnych badan na temat tempa odrastania słoi w sercu po wyrwaniu z korzeniami. moje wyrwano ponad rok temu i myślałam, że przez rok wydobrzeję. ale nie. dławi mnie w gardle. ciągle, najgorsze, że w środkach komunikacji publicznej też. reasumując: czuję się strasznie stara, jakby mnie już nic dobrego nie czekało. miałam zawsze pecha do facetów i nie widzę powodu, żeby coś się miało zmienić. ostatnie randki potwierdziły to tylko. syf syf. a najgorsze, że się sama zamulam jak jakieś emo. nie jadę nigdzie na wakacje, będę siedzieć u rodziców i rozpamiętywać. głupia jestem jak but. ten wpis jest w ogóle bez sensu i służy wyłącznie odkręceniu kurka z trucizną. więc żeby już dopełnić i wyartykułować, i zakląć rzeczywistość o 180stopni - nie wierzę, że mogę być dla kogokolwiek atrakcyjna (wewnętrznie), nie wierzę, że komukolwiek mam coś wartościowego do zaoferowania, nie wierzę, że znajdę swoja połówkę jabłka ani cząstkę pomarańczy ani skórkę od banana. oddaję się pracy naukowej. a wszyscy faceci, którzy mnie nie chcieli niech żałują (ale nie wierzę, że będą)
poniedziałek, 06 lipca 2009
adoptuj sobie kota
takiego w głowie już mam więc zrobiłam kolejny krok do stania się zbzikowaną starą panną i adoptowałam sobie kota na razie tylko wirtualnie http://koty.sos.pl/str.php?dz=7 zawsze mieliśmy jakieś koty w domu, zwykle kilka i nie mogę znieść myśli, że teraz kiedy Baghera ma 15 lat i już nie dowidzi, nie będzie żadnego kota w moim życiu mój kotek to Wiolka, mały słodziak, pewnie szybko ktoś ją adoptuje realnie, to wtedy ja adoptuję jakiegoś starego zgrzybiałego kocura :))
czwartek, 02 lipca 2009
szmaciarz
za każdym razem, kiedy spotykam mojego eks albo nawet tylko słyszę, że rozmawia z Kaśką albo ktoś mówi, że go widział, z nim rozmawiał, wytrąca mnie to z równowagi i nie mogę potem wrócić do pionu przez kilka dni płaczę, rozpaczam, klnę, tęsknię dlatego postanowiłam już nigdy go nie widzieć na oczy skasowałam numer z telefonu, wszystkie smsy, będzie mi tym łatwiej, że wkrótce wynosi się z powrotem do Krakowa jeszcze jeden przelew na jego konto i koniec z nim żeby się utwierdzić w postanowieniu, powtórzę sobie wczorajszą konkluzję: Michał Maj jest chuja wart. i tyle
sobota, 20 czerwca 2009
efekt placebo
wierzycie w napoje energetyzujące? ja piję ale efektów w postaci mega-kopa nie odczuwam :) a przydałby się a po tigerku to nawet bardziej mi się spać chce cdn
czwartek, 18 czerwca 2009
dobrowolne poddanie się biegowi zdarzeń
propozycja lokalizacji miejsca na grę miejską w m.st.Warszawa albo na zabawę w chowanego - budynek sądów przy ul. Solidarności 127. zawsze się tam gubię. jest po prostu nieziemski, plątanina korytarzy i klatek schodowych, polecam. spróbujcie np. znaleźć salę nr 252. oprócz tego notuję szalony postęp naukowy, przerobiłam dziś kodeks postępowania w sprawach o wykroczenia, nic z niego nie zapamiętałam, ale najważniejsze że jest pobazgrany, podkreślony, nosi ślady bytności mojej :) tytuł posta nie odnosi się do moich postępów w edukacji, bo tu zamierzam walczyć d ostatniej kropli krwi i aż do piątku rano (przyszłego) odnosi się do całej "reszty mojego życia" nie cierpię tkwić bez ruchu w miejscu, tymczasem tkwię już od bardzo dawna. nie szukam nowej pracy/nowego mieszkania/nowego chłopaka chciałabym zmienić wszystkie te rzeczy, a przynajmniej jedną na zachętę tymczasem tkwię i chyba czeka na zbawienie, że "samo się" zmieni. 25,5 roku życia powinno już było mnie nauczyć, że nic się samo nie zmienia. ale ja ciągle odkładam, teraz do 10 lipca, do ostatniego egzaminu, a potem bez względu na ich wynik: zapiszę się na gimnastykę korekcyjną/basen/przeczytam ten stos zaległych książek koło łóżka/poopalam się w parku skaryszewskim/poszukam w.w.
środa, 17 czerwca 2009
chaos niekontrolowany
czego najbardziej nie lubię w mojej pracy to brak organizacji. ja lubię mieć porządek na biurku i wszystko uporządkowane i zaplanowane, o ile się da, z marginesem na "nagłe i na już", "super pilne" "asapy" etc. niestety z urlopu wrócił mój nieulubiony kolega, z którym z racji przypisania do tej samej menedżerki muszę pracować. jego rozlazłość, powolność, niekonkretność i generalnie - popapranie zawaliły mi dziś cały dzień pracy. cały. ale olać. byłam dziś na badaniach okresowych z pracy (łał, pracuję już 2 lata u jednego pracodawcy, rotacja zwykle wymiata po półtora roku) spotkałam samych miłych lekarzy. super :) nie chcę zapeszyć, ale mam szczęście pod tym względem - trafiłam też do tej pory na samych miłych sędziów, miłych egzaminatorów i miłego prokuratora :) oby tak dalej (myślimy pozytywnie, królewno, przyciągniemy sobie miły egzamin w przyszłym tygodniu) w ramach polecenia - dobry fryzjer w CH Warszawa Wileńska, na 2gim piętrze, "salon s", dużo lepszy niż "jean loui sratatata" :)
wtorek, 16 czerwca 2009
całą noc nie mogłem spać
nie mogłam. męczył mnie reumatyzm, mam lat 25 i reumatyzm :) nie wdając się w szczegóły - noc była koszmarna. po przyjściu z zajęć - niespodzianka - ulatniający się gaz. dobrze, że urwałam się z jednego wykładu i przyszłam o 13 a nie o 16 bo wówczas zemdlałabym już w progu a tak zakręciłam kurek (mój roztargniony współlokator, kiedyś zostawił włączone żelazko na cały dzień) i wywietrzyłam mieszkanie. uczę się do egzaminu, w przyszły piątek o 8. chciałabym mieć jakiś problem, np być gruba i ciągle kwękać o diecie, bo tak to wymyślam tylko tematy zastępcze (np. dojmująca samotność, że aż boli, i takie tam). w ramach polecenia - Coma, Lśnienie albo Trujące rośliny - Re-we-la-cja. a w ramach terapii - postanowiłam codziennie przed snem przeczytać rozdział jakiejś zajmującej powieści, padło na "imię róży", była pod ręką, już nie pamiętam jej treści, w celu zajęcia głowy w wolnych chwilach, których nie mam.
piątek, 23 lutego 2007
esta.
mój komputer przez kilka miesięcy odmawiał wchodzenia na stronę gazeta.pl, temuż nie mogłam się dostać do bloga. cóż. nie pozostaje mi nic innego jak podsumować ostatnie miesiące w telegraficznym skrócie. (tak jak w "7 dni świat", ale polecę miesiącami) grudzień: porządki (dramatyczne znalezisko pod łózkiem - toksyczna pleśń i liczne zwłoki za szafą) i praktyki w sądzie (robię za protokolantkę) styczeń: jak zdać 5 ostatnich egzaminów w życiu ucząc się na ostatnią chwilę, zjeść ostatnie paznokcie i przyznać się publicznie na innym blogu do samookaleczania luty: idzie luty - podkuj buty (Kika uczy się w weekend całego podatkowego, bo nieopatrznie złożyła podanie o praktykę i ją zaprosili, niech to szlag) znów zaczęłam sypiać z byłym mężczyzną mojego życia i znów przestałam, uregulował mi się okres (co środę rano co cztery tygodnie, macica jaja sobie robi), przeczytałam całą masę świtnych książąk, które po prostu polecam: cała "mroczna seria" wydawnictwa WAB, w tym najpierwszy Mankell, ledwie mu ustępująca Marinina, Pani Grimes (o dziwo, Amerykanka), Izzo (czyli studium Marsylii krwawszej niż Moskwa), nastepnie Alexander McCall Smith i wszystkie jego powieści o Botswanie, Krajewski, wszystkie powieści Harlana Cobena o Myronie Bolitarze, no i oczywiście Eduardo Mendoza (moja kochana gówniana Barcelona) jednym słowem żyję (choć czuję to tylko, kiedy leję na siebie wrzątek pod prysznicem)
sobota, 25 listopada 2006
Grafitowy oddech ścian.
Dziewczyny robią różne dziwne rzeczy z żałości. Ja na przykład oderwałam sobie 3 paznokcie u nóg. od bardzo dawna mam ciągle ten sam problem, pisze notkę, a potem kasuję treść, od bardzo dawna nie mówię i nikt nie wie, co myślę, ludzie zadają złe pytanie, nie "co u Ciebie?", tylko jedna osoba zapytała "jak się czujesz?", ale i tak skłamałam, skłamałam też bezczelnie odpowiadając na pytanie "czemu masz cytat z Bartosiewicz w opisie?, mnie naprawdę budził blask najgorętszych chwil, od bardzo dawna nie mam do kogo ust otworzyć i nikt nie chce wiedzieć, co myślę. zdycham. nie mogę spac w nocy, bo mam mokrą poduszkę.
sobota, 18 listopada 2006
Od dwóch miesięcy mogłam chodzić po D.
nie myśląc o tym, czy go spotkam. W ciągu tych lat widywałam go czasami z daleka, kiedy szedł do gildii, do gospody swojej matki albo do domu van Leeuwenhoeka, który znajdował się niedaleko hali rzeźnickiej. Nigdy nie podeszłam bliżej i nie wiedziałam, czy w ogóle mnie zauważył. Na początku było mi bardzo ciężko. Na jego widok cała zastygałam, czułam ból w piersi i nie mogłam złapać tchu. Jednocześnie musiałam to ukrywać przed matką i plotkarkami na rynku. Długo myślałam, że wciąż mam dla niego jakieś znaczenie. Po jakimś czasie przyznałam jednak, że zawsze bardziej zależało mu na moim portrecie niż na mnie.
sobota, 07 października 2006
Suche liście wirowały nad jezdnią,
jakiś samotny cyklista pedałował pod wiatr. Znowu poczuł, że głód skręca mu kiszki i skierował samochód w stronę baru przy stacji benzynowej OK. Zwyczaje żywieniowe zacznę zmieniać od jutra, pomyślał. Bo jeśli przyjadę do ojca parę minut po siódmnej, to usłyszę, że go zaniedbuję. Zjadł mnóstwo hamburgerów. Pochłaniał je tak szybko, że dostał rozstroju jelit. Siedząc w toalecie, stwierdził, że powinien zmienić kalesony.
sobota, 23 września 2006
Na czym polega ta niewola?
Nie ma nieba ni ziemi, otchłani ni piekła. Jest tylko Beatrycze. I właśnie jej nie ma.
Chciałabym mieć Zwierciadło Ain Eingarp, choćbym miała oszaleć wpatrując się w nie do końca.
Nie mam żadnych przemyśleń, chciałabym rozciągnąć sobotę.
sobota, 16 września 2006
4,6428571428571428571428571428571
4,6428571428571428571428571428571
wolałabym mieć chłopaka
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 12
www.koty.sos.pl